Opis podróży – etap 2 – Tabriz i podróż do Teheranu

Po przejściu dogłębnej kontroli oraz załatwieniu formalności na granicy, po godzinie 17 czasu lokalnego, dnia 26 grudnia 2013 roku wkroczyliśmy do Iranu. W ciągu 1 minuty bardzo szybko staliśmy się milionerami – po zamienieniu 25€ w przygranicznym kantorze otrzymaliśmy dokładnie 1 mln riali – irańskiej waluty. Tak więc dwaj nowi polscy milionerzy wyszli na drogę, by złapać jakieś autko do najbliższego miasta – Tabrizu – bramy do Iranu. Ku naszej uciesze, pierwszy zapytany irański kierowca tira zaprosił nas do kabiny i zaoferował podwózkę, cukierki, ciaj i co tam jeszcze miał pod ręką. Po ponad 4 godzinach, i pokonaniu 300 km ogromnym tirem i nieudanych próbach komunikacji w farsi z naszym pierwszym kierowcą dojechaliśmy do Tabrizu. Spotkała nas tam zima jeszcze mroźniejsza niż ta w Erewaniu, wysoka wilgotność i przenikliwe zimno, przy -25 stopniach. Ponadto raz drugi kontakt z osławionego portalu podróżników couchsurfing nie zadziałał (umówiony gospodarz przestał odbierać telefon po kilku telefonach – prawdopodobnie przestraszył się rozmawiać po angielsku :P). Wyobraźcie sobie więc nasze zdenerwowanie. W ten sposób po raz drugi znaleźliśmy się na lodzie, dosłownie i w przenośni. Ale mając już nie małe doświadczenie i zahartowanie w radzeniu sobie z przeciwnościami losu tysiące kilometrów od domu po prostu weszliśmy w tłum stojących ludzi dookoła mówiąc coś po angielsku. Po chwili znalazł się ktoś kto znał 5 słów w tym języku, a później nawet taksówkarz z dobrym angielskim. Zawiózł nas do centrum miasta, na ulicę obskurnych hotelików, tuż przy The Grand Baazar. Hotel Payam okazał się nawet gorszym niż ten poprzedniej nocy w Kapan, Armenii, ponieważ zamarzły w nim rury, więc ani toaleta, ani prysznic ( o jakim prysznicu mowa, gdy wewnątrz hotelu wiatr i zimno hula jak na Syberii :P) nie działały. Ale nie marudź pan, płacisz pan tylko 20 zł za nocleg, a dach nad głową jest, więc nie zginiemy tej nocy. Prysznic podróżnicy sobie odpuścili, ponarzekali na niewygody toalet na Bliskim Wschodzie i wybrali się na kolację.  Irański kebab na kolację popijany pepsi – menu pierwszego wieczoru stało się naszym stałym środkiem odżywczym przez następne dwa tygodnie. Szybka przebieżka przez miasto w strasznym mrozie, ciaj na kolację i wizyta w kafejce internetowej, bo co tu w takie zimno robić i na tym skończył się nasz pierwszy dzień w Iranie. Portale społecznościowe są zakazane w Iranie, ale na szczęście sprytni właściciele kafejek internetowych umieją obejść te utrudnienia ( w końcu pół Iranu studiuje informatykę), logując się z innych adresów IP – najczęściej tych z USA, dzięki czemu mogliśmy tego dnia zalogować się na fejsie i wysłać wiadomość światu, że żyjemy.  Naszą wyobraźnię tego wieczoru rozbudził spotkany Francuz, wracający z Turkmenistanu…

Następnego dnia udało nam się nagrać pierwszy wywiad do naszego dokumentalnego projektu filmowego. Tabriz słynie z wielu fajnych „owocarni” – barów z dobrym, świeżym wyciskanym sokiem, jogurtami oraz koktajlami (oczywiście bezalkoholowymi), i w jednym z takich knajpek, gdzie spożywaliśmy nasze pierwsze irańskie śniadanie udało nam się przekonać jej młodego pracownika do udziału w naszym projekcie. Srogi szef tego przybytku upewnił się, że nie pytamy o żadne aspekty związane z polityką, po czym wydał zgodę swojemu pracownikowi na wystąpienie przed kamerą. Pierwsze lody przełamane i mamy pierwszy, ciekawy wywiad. W tym samym miejscu spotkaliśmy profesora języka angielskiego z lokalnego uniwersytetu który nas zaprosił na prezentację ze swoimi studentami dnia następnego, jednak ostatecznie nie skorzystaliśmy z tego zaproszenia. Planując spędzić w tym mieście dwa dni, po przejściu relatywnie niewielkiego bazaru, posileniu się i nieudanych próbach ustawienia spotkania z osobami z couchsurfingu postanowiliśmy wyjechać z tego mroźnego miasta. Przy asyście brygady nastoletnich żołnierzy, kilku przechodniów,  właściciela hotelu, naszego kolegi Andrzeja który właśnie dojeżdżał do Teheranu, pasażerów taksówki oraz Kasi udało nam się zidentyfikować możliwości wyjazdu z miasta. Udaliśmy się na dworzec kolejowy z celem złapania pociągu do Teheranu. Na nasze nieszczęście z powodu trudnych warunków pogodowych samoloty z Tabrizu do Teheranu zostały odwołane, więc wszyscy podróżni musieli albo jechać autobusem albo pociągiem do stolicy oddalonej o 625 km. Obstawienie rozpoczęcia przygody z tą podróżą rozpoczęliśmy od punktu informacyjnego. Pani poinformowała nas, że nie ma już biletów, ale nie powinniśmy z tego powodu oddalać się od stacji kolejowej. Po chwili zaprowadzono nas do kierownika stacji kolejowej, który podobno coś obiecał, później zgarnęli nas policjanci celem sprawdzenia naszych paszportów, następnie tajny policjant, który po 1 minucie rozmowy wymienił z nami adres na fejsie, zaś później pomocny pan, z którym Czarek uciął sobie pogawędkę po rosyjsku zaoferował nieoficjalny kurs wymiany euro na riale. Po 45 minutach prób odwrócenia naszej uwagi, gdy już prawie chcieliśmy jechać na dworzec autobusowy, przy ostatniej próbie wejścia do strefy odjazdu pociągów udało nam się spotkać z kierownikiem pociągu. W ten sposób zostaliśmy ulokowani w wagonie restauracyjnym, w którym mieliśmy spędzić najbliższe 15 h, przemierzając tylko 625 km w cenie 25 zł za łebka. Kierownik przedziału na wstępie wykrzyczał do nas „Poland beautiful country, very good country”, zapytał o imiona (które od razu zapamiętał) i zadbał o komfort naszej podróży. Od teraz staliśmy się Myster Sizar i Myster Matt. Tego wieczoru byliśmy obiektem atrakcji wszystkich innych podróżnych, będąc pytanym o „dodanie się” na fejsbuku już po 3 minutach. W bardzo niewygodnych warunkach, ponieważ śpiąc na siedząco przy stoliku restauracyjnym o 12 dnia następnego dojechaliśmy do stolicy Islamskiej Republiki Iranu. Ku naszemu szczęściu, jako że nie mieliśmy jeszcze kontaktów w mieście, ani miejsca na nocleg, na początku podróży podszedł do nas młody Pers. Jegomość ten, po kilku minutach znajomości zaoferował nam nocleg. Po mistrzowskim zastosowaniu zasad tarouf i upewnieniu się trzy razy, iż zapraszany rzeczywiście szczerze chce być naszym gospodarzem, przyjęliśmy zaproszenie na następne 3 dni, które zostaliśmy w Teheranie.

Jedna myśl w temacie “Opis podróży – etap 2 – Tabriz i podróż do Teheranu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s