Opis podróży – etap 1 – dojazd do Iranu

Nasza podróż do Iranu przez Gruzję, Armenię oraz Turcję rozpoczęła się 22 grudnia w niedzielę przedświąteczną o godzinie 15, lotem linii wizzair z Warszawy do Kutaisi. Do Gruzji dolecieliśmy około 22.15, podróżując autobusem z lotniska do miasta oraz nocnym pociągiem do Gori (10 lari, 5h, jeden wagon), gdzie dojechaliśmy o 6 rano. 23 grudnia, około 7 zalogowaliśmy się z Mateuszem u Kasi, która obecnie mieszka w Gori, ale pracuje w ambasadzie RP w Tbilisi. Dzień spędziliśmy na planowaniu projektu, omawianiu spraw finansowych oraz na spacerze po Gori, mieście Stalina. Nie obyło się od skosztowania gruzińskiej kuchni – chinkali oraz wina ;-). Poza muzeum niesławnego wśród polaków dyktatora, misja Unii Europejskiej monitorującą stabilizację na granicy z Osetią Południową, Gori ma do zaoferowania otwarte zoo gdzie za kratami siedzi pan i pani miś. Są też egzotyczne ptaki na uwięzi oraz pawiany. I to w takim zimnie! W wigilię Bożego Narodzenia, będąc już o 7 rano na nogach (a raczej na siedzeniach pociągu pełnego płodów ziemi oraz żywego inwentarza) jechaliśmy do Tbilisi za jedyne 50 tetri (1zł). Stamtąd ogarnęliśmy marszrutkę do miejscowości Marneuli, gdzie prawdziwa przygoda autostopowicza się zaczęła. Zakupiliśmy marker – najważniejszy przyrząd hitchhikera, znaleźliśmy karton w śmietniku i w ten słoneczny wigilijny poranek zaczęliśmy „łapać auta” do Armenii. Nie było trudno, po 2h i 4 autami byliśmy jakieś 100 km dalej, przejeżdżając granicę gruzińsko-ormiańską szybkim autem. Udało nam się także szybko przemierzyć trudną drogę do Vanadzora, gdzie złapaliśmy autobusik, który nas zawiózł do samej stolicy Armenii. I na to co się miało wydarzyć, nie byliśmy przygotowani. W Erewaniu spotkała nas sroga, ostra zima, jakieś – 20 stopni, gdy jeszcze 100 km na północ świeciło słońce. Co więcej, nie po raz pierwszy kontakt z couchsurfingu nie zadziałał, więc udaliśmy się do sprawdzonego hostelu „Centre” gdzie za jakieś 35 zł na strudzonego podróżnika czeka piękne łóżeczko i przemiła pani prowadząca hostel. Po uściskaniu się z panią „chaziajką” (Czarek gościł w październiku w tym hostelu i zostawił po sobie dobre wspomnienia, mamy nadzieje że nic więcej…) w Wigilię, zamiast pójść na pasterkę, pląsaliśmy się po Erewaniu, zwiedzając bary i kluby (jak dla niektórych wymarzona pasterka!). Miasto to ma naprawdę dużo do zaoferowania, jest tam świetny night-life, nawet w taką pogodę i to we wtorek, młodzi ludzie hucznie oblegali bary i dyskoteki. Pamiętajmy, że tego dnia Ormianie nie obchodzili Świąt Bożego Narodzenia, tylko kilka tygodni później. W poznaniu miasta już po raz drugi pomógł nam Hamlet, Ormianin z krwi i kości, fan heavy metalu oraz „Wiedźmaka” – gry komputerowej powstałej na podstawie powieści Andrzeja Sapkowskiego oraz koleżanka Czarka z Kolegium Europejskiego Natolin – Lucy i jej siostra. Tego wieczoru na scenie tego teatru pojawili się jeszcze niejaka Klara, koledzy Hamleta spod znaku ciemnej gwiazdy, właściciele barów stawiający Polakom szoty wódeczki oraz przemiłe ekspedientki w kebabach ;-). To właśnie w jednym z takich kebabów nagrany został słynny film z Czarkiem w roli głównej z pozdrowieniami wigilijnymi dostępny tutaj.  Zabawa zabawą ale prawdziwi podróżnicy muszą się wyspać, więc około 1 w nocy trzeba było spasować i udać się do „gaścinicy”. Czekał nas trudny dzień w podróży.

W pierwszy dzień świąt, około 10 rano zebraliśmy się na południową stację autobusową, aby wyjechać z Erewania na południowy wschód, w stronę Iranu. Za niecałe 7 zł wyjechaliśmy marszrutką aż do Yeghanadzoru, tam po 3h tłuczenia się kiepskimi drogami z różnymi owocami i warzywami, „stołowaliśmy się” lokalnym kebabem i zupką ku uciesze „lokalsów”, zaś następnie zaczęliśmy łapać autostop dalej, na południe. Pierwszą podwózkę złapaliśmy do Sisan, zaś kierowca i jego kolega zaprosił nas na herbatkę i ciastka po drodze. Prawdopodobnie byli to pierwsi i ostatni gościnni i bezinteresowni ludzie, którzy bardziej niż nas wydoić z kasy chcieli nam pomóc oraz poznać. Później było już tylko gorzej, pomimo faktu, iż wjechaliśmy w piękne góry południowej Armenii,  3 i 4 tysięczne szczyty i pasma górskie pomiędzy Nachiczewanem oraz Górskim Karabachem. Do wieczora, około 21 udało nam się dotrzeć kilkoma autami do miejscowości Kapan, gdzie znaleźliśmy tani post-sowiecki hotel typu „ciesz-sie-pan-że-tanio-i-nie-pytaj-czemu-tu-tak-brzydko” w którym spędziliśmy noc. Ta część podróży negatywnie zapisała się w naszej pamięci, gdyż 90 % zatrzymujących się kierowców chciało pieniądze za przejazd, a jeśli nie chciało na początku to po kilku chwilach wszyscy okazywali się taksówkarzami (bez oznakowań i licencji). Przed snem musieliśmy pokonać także ormiańskiego trolla który przez godzinę obiecał nam że odda nam pokój który już wynajął w hotelu i bardzo chciał nam go oddać, ale dopiero po 1 godzinie i przy 6 zapytaniu ile to ma kosztować przyznał się że jest pomocnym człowiekiem, ale za pieniądze. Taki wstęp do irańskiego tarouf’a. Drugiego dnia świąt przejechaliśmy 3 autami odległość z Kapan przez Meghri, przez wąwozy i doliny, walcząc z zaśnieżonymi drogami, tirami spadającymi w przepaść, kierowcami którzy nagle stają się taksówkarzami oraz silnym wiatrem. Około godziny 15 26 grudnia 2013 drużyna pierścienia składająca się z dwóch Paljaków o wyglądzie wikingów zmutowanych z hinduskim szerpą stawiła się na przejściu granicznym Nordooz na granicy ormiańsko-irańskiej aby dokonać swojego przeznaczenia: wkroczyć do Iranu!

…i kiedyś wrócić!

A na koniec reporter Żbik wylewa swoje żale na temat podróżowania w Armenii (link do youtube)

Jedna myśl w temacie “Opis podróży – etap 1 – dojazd do Iranu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s